Content

Od idola do autorytetu

21.01.2012 :: 17:59 Komentuj (0)

Z biegiem czasu, zmienia się tok myślenia i postrzegania świata, w którym żyjemy oraz postrzegania siebie przez pryzmat innych. Obecnie następuje rozdźwięk pomiędzy doborem autorytetów przez stare i młode pokolenie.


 


Dawniej autorytetami były osoby wykazujące wysoką kulturę i moralnośc społeczną, budzące w nas podziw i zaufanie. W dzieciństwie byli to rodzice, nauczyciele, później wielcy ludzie tacy, jak Jan Paweł II, czy Władysław Bartoszewski. Dziś powoli da się zaobserwować zmiany. Młode pokolenie bardzo często obiera sobie za autorytety znane figury show biznesu, ludzi medialnych, zwanych celebrytami. Można by przypuszczać, że pojęcie „autorytet” jest mylone z pojęciem „idol”. Dlaczego tak się dzieje? William Agler powiedział: „Tłum ludzki zawsze kieruje się emocjami, nigdy rozsądkiem”. Stwierdzeniem tym można opisać stosunek młodego pokolenia do autorytetu. Młodzież wybiera to, co jej imponuje. Zazwyczaj jest to życie takich gwiazd, jak na przykład Dorota Rabczewska. Piękna, bogata, osiągająca sukces, ciągle się o niej mówi. Nie jedna nastolatka chciałaby mieć rzesze wiernych fanów i setki mężczyzn patrzących na nie z pożądaniem. Zaczynają się do niej upodabniać na wszelki możliwy sposób, począwszy od stylu do sposobu wyrażania się. Młode pokolenie marzy o życiu swoich idoli. Często, zapatrzeni w nich, zapominają o swoim własnym „ja”, tworząc coś sztucznego. Nie zawsze takie „autorytety” są właściwe dla młodych ludzi. Pijackie wybryki, rozwiązłość seksualna, wystawianie swojego życia prywatnego i członków rodziny na żer tabloidów, to tylko niektóre z wad gwiazd. Gdyby tak młodzież zbyt mocno uwierzyła, że taki styl życia jest odpowiedni dla niej samej, do czego by to doprowadziło? Powstałaby armia takich samych, przerysowanych wręcz ludzi. Udawaliby kogoś, kim nie są, narażając się na śmieszność. W teorii socjologicznej istnieje teza, która mówi o tym, że zbytnie zapatrzenie w autorytet powoduje skostnienie i zwyrodnienie poglądów. Jednak ta sama teoria stawia tezę, że brak autorytetów grozi rozpadem społeczności, w której to zjawisko zachodzi i powstaniem anarchii. Zapewne dlatego właśnie poszukiwanie autorytetów stało się narodową obsesją. Starsze pokolenia twierdzą, że nie ma już prawdziwych autorytetów. Nie do końca jednak można się z tym zgodzić. Autorytety możemy znaleźć w każdej dziedzinie życia, nie musi być to też tylko jedna osoba. Może ich być wiele, na różnych płaszczyznach, na przykład: dziennikarstwo- Jacek Żakowski, Kamil Durczok, aktorstwo- Krystyna Janda, muzyka- Ewelina Flinta. Nie musi się to jednak przekładać na życie osobiste, bo osoby godne naśladowania w tej materii możemy znaleźć w codzienności i najbliższym otoczeniu. Nie zmienia to faktu, iż obecnie im więcej osoba posiada dóbr materialnych, tym wydaje się atrakcyjniejsza. Takie myślenie odzwierciedla się w doborze autorytetu w idolach przez młodych ludzi. Szczęśliwie młodzież w obecnych czasach potrafi z wiekiem wyłapać pewne negatywne cechy w swoich autorytetach i nie zawsze zgadza się z ich poglądami, co prowadzi do ponownego szukania następnej osoby godniejszej naśladowania. Najprawdopodobniej ma to związek z dotychczasową wiedzą i światopoglądem ukształtowanym w okresie dziecięcym oraz mijaniem okresu buntu przeciw najbliższym autorytetom, które w jego czasie uważane są za nudne, nieciekawe (rodzice i nauczyciele). Można przypuszczać, że ten proces będzie się powtarzał z każdym nowym pokoleniem. Należy pamiętać też o tym, że w społeczeństwie demokratycznym dwudziestego pierwszego wieku nie ma miejsca na autorytety, których zdanie zagłusza całkowicie krytykę i zdrowy rozsądek. „Trzeba od każdego wymagać tego, co on może wykonać - podjął Król. - Autorytet polega przede wszystkim na rozsądku.” Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę.


 

Trochę Haunteda na śniadanie...

21.01.2012 :: 11:28 Komentuj (0)


Dalej pracuję nad moim komiksem. I to mnie wykańcza.


Ale od początku. Haunted- bo taki nosi tytuł mój własny komiks, zostanie wydany w tym roku (o ile w ogóle dam rade go skończyć i nic nie pójdzie po prostu źle). Mój deadline to 31 stycznia, a brakuje mi jeszcze 60 stron! A wszystko przez to, że propozycja wydania Haunteda zbiegła się w czasie z wieloma zmianami w moim życiu ( odnalezienie się w nowej rzeczywistosci, wykrycie choroby, ponowna nauka mowy ,poruszania się,  decyzja o kopnieciu w dupę UW- w końcu sie dowiadujecie gdzie studiowałemXD i przeniesienie sie na inną uczelnię, dwuktorna zmiana stanowiska w pracy, w każdym przypadku o oczko wyzej co daje nowe i trudniejsze zadania i pogodzenie się z tym co stało się z Matim), które i bez nich było burzliwe. Obecnie ciągnę pracę, SESJĘ ( ona zabiera mi najwięcej czasu, który mógłbym poświęcić na rysowanie) i ogarniam samego siebie.


O czym jest Haunted? Sam nie wiem jak to określić. Myślę, że o przyjaźni, charyzmie, miłości, stracie, psycholu i zjawiskach paranormalnych. Po krótce: Główni bohaterowie tej historii to 22- letni przyjaciele, znający sie  od kołyski, Alex Rain i Evan Carter. Alex zostaje zamordowany i po jakimś czasie pojawia się przed Evanem( który cierpiał na depresję XP)  jako dusza. Okazuje się, że tylko Evan widzi Alexa i próbują razem „odprowadzić” Alexa na „drugą stronę” . Dopiero wtedy Evan tak naprawdę poznaje Alexa oraz jego uczucia i sekrety.


Nie brzmi zachęcająco prawda? Dlatego właśnie jestem wręcz przerażony gdy pomyślę o „recenzentach” trollujących i tych surowych. Nie chciałbym być zjechany tak jak Vanitachi (patrz notka wcześniej).


Na szczęście udało mi się już narysować jedną z najtrudniejszych scen w całej serii ( i chyba jedną z najbardziej dramatycznych i krwawych). Tak moi drodzy- Haunted wbrew pozorom jest dosyć krwawy i brutalny. Oczywiście przechodząc przez mojego edytora został trochę scenzurowany. Zarówno językowo jak i scenowo. Dlaczego? Bo chcemy uderzyć w czytelników od 16 roku życia, a nie od 18.


Wydaję mi się, że Haunted nie przyjmie się za dobrze w Polsce z prostego powodu: narutardzi i bleachtardzi.

Fanizm i jego recenzje

21.01.2012 :: 11:11 Komentuj (0)


"Zrobienie satysfakcjonującego doujinu do mangi takiej jak Kuroshitsuji wbrew pozorom może okazać się całkiem dużym wyzwaniem. Po pierwsze – fabuła, po drugie – kreska. Fabuła w oryginale ostatnimi czasy stoczyła się trochę (zombiaki na „Titanicu”, hura!), ale kreska Yany Toboso jest bardzo dopracowana i nawet biorąc poprawkę na indywidualne style rysowników, zwyczajnie poniżej pewnego poziomu nie wypada schodzić. Tymczasem na naszym rodzimym rynku ukazał się ostatnimi czasy pierwszy oficjalny polski doujin do Kuroshitsuji, zatytułowany Karo$hitsuji. Le Chat Noir, autorstwa Anny Marii Sutkowskiej, znanej szerzej jako Vanitachi. Nie mam pojęcia, czy autorka stawiała sobie jakąkolwiek poprzeczkę, czy zwyczajnie chciała dać ujście natchnieniu oraz dobrze się bawić – moim zdaniem raczej to drugie. Tym niemniej zdobędę się na czyn bezczelny i omówię Karo$hitsuji także pod względem tej poprzeczki. Z dwóch powodów.



Pierwszym powodem jest to, że tak wypada i taki mam zwyczaj. Lubię, żeby recenzja była pełna, w miarę moich skromnych możliwości. Drugi powód jest taki, że czytając Karo$hitsuji, najzwyczajniej nie „załapałam fazy” – mówiąc wprost, nie miałam zielonego pojęcia, co się tam dzieje. Najpewniej dlatego, że nie siedzę w polskim fandomie Kuroshitsuji, chociaż z mangą i fandomem ogólnym jestem raczej na bieżąco. Dlatego też z niejakim trudem przychodzi mi opisywanie i ocenianie żartów i nawiązań, których w osiemdziesięciu procentach nie rozumiem, bo nie jestem w temacie. Fabuła doujinu, o ile taka gdzieś tam jest, prezentuje się dla mnie dość chaotycznie, nawet biorąc pod uwagę, że przedstawione wydarzenia są epizodyczne już z samej definicji. Zaczyna się od powszechnego i naprawdę poważnego problemu – Bogom Śmierci skończyła się kasa (osobiście motyw ten darzę dużym sentymentem szczególnie, że William jako postać jest niezwykle podobny do Tatsumiego z Yami no Matsuei), tak więc William, Undertaker i Grell (głównie Grell, niestety) chcą coś z tym zrobić. Następnie przechodzimy do drugiej historii, której początkowym wątkiem głównym jest pomysł Grella na zdobycie serca Sebastiana (genialny w swej prostocie), ale potem robi się z tego chaos (z każdą stroną coraz bardziej chaotycznie chaotyczny), dzielnie wspomagany przez radosną twórczość autorki.



Radosna twórczość zdominowała też najwyraźniej stronę techniczną komiksu. Jak by to ująć w delikatny sposób? Już wiem. Jakie. To. Jest. Krzywe. Udane kadry można policzyć na palcach jednej ręki. Twarze postaci zwyczajnie straszą, w zależności od strony i kadru są albo spłaszczone i wydłużone, albo zbyt szerokie, albo kanciaste jak jasny szlag. Konsekwencję da się dostrzec tylko w jednym aspekcie – krzywości. Zdaję sobie sprawę, że Vanitachi rysuje od dłuższego czasu, na dodatek dużo i często, a jednak poziom poprawy jej kreski można chyba porównać do Mayu Shinjo, u której po tylu latach tworzenia oznaki poprawy są ledwo widoczne.



Przeglądając karty Karo$hitsuji odniosłam też wrażenie, że autorka nie do końca opanowała operowanie rastrami. Cóż, raster dobra rzecz, białe kartki z paroma czarnymi kreskami zazwyczaj nie wyglądają dobrze, ale nie należy przesadzać w drugą stronę. Tymczasem w doujinie jest ich zwyczajnie dużo, zostały wciśnięte wszędzie, gdzie tylko się dało. Zwiększa to wrażenie chaotyczności, a dodatkowo wywołuje uczucie przytłoczenia. Na uwagę stanowczo zasługują natomiast wewnętrzne strony okładki, inspirowane pracami Alfonsa Muchy, utrzymane w żółto-białej kolorystyce z dodatkiem czerni.



Tym niemniej, na tle ogółu doujinów Karo$hitsuji, chociaż prezentuje się nieciekawie, nie szoruje jednak tyłkiem po dnie. Może jestem zbyt wymagająca, ale dotąd nie udało mi się napotkać fanowskiego komiksu Kuroshitsuji z satysfakcjonującą mnie kreską, zwyczajnie za bardzo podobają mi się rysunki Yany Toboso. W tym aspekcie praca Vanitachi stanowczo ma pewne braki; natomiast tym, czym zdecydowanie góruje nad większością doujinów do Kuroshitsuji, jest podejście do fabuły. W przeciwieństwie do masy opowieści pełnych tak zwanego „angstu”, shotaconu, mniej lub bardziej durnych, ale wciąż traktowanych niezwykle poważnie (co wywołuje dość groteskowy efekt) wątków yaoi/shounen-ai, opierających się na czystym PWP (akronim od „Plot? What Plot?” dający się przetłumaczyć jako „Fabuła? Jaka fabuła?”, ewentualnie „Mniejsza o fabułę, niech oni już idą do łóżka, hop siup!”), Anna Maria Sutkowska postawiła na aluzję i zabawę z czytelnikiem. Widać to wyraźnie już po rzuceniu okiem na okładkę – tytuł „Karo$hitsuji” pochodzi od słowa „karoushi”, oznaczającego śmierć z przepracowania. Dodatkową podpowiedzią może też być podawana przez Sebastiana na tacy puszka Campbella, znana z pracy Andy’ego Warhola, jako że pop-art żywił się tym, co związane z mediami i popularne, nie traktując przy tym sztuki poważnie, a raczej bawiąc się nią.



Samo wydanie prezentuje się efektownie. Miękka, błyszcząca okładka przyciąga wzrok i jest przyjemna w dotyku. Jakość druku wewnątrz także jest bez zarzutu. Jedyna uwaga, jaka nasuwa mi się na myśl, dotyczy doboru czcionki, którą napisane są dialogi – Comic Sans to najpaskudniejsza ogólnodostępna czcionka, jaka istnieje i każda, dosłownie każda inna byłaby lepsza. Ale to moje zdanie, nie każdy musi się z tym zgadzać. Trochę żal jednak, że produkt, którego „opakowaniu” poświęcono tyle czasu i wysiłku, „zawartościowo” jest dość marny. Ale wszystko do naprawienia w przyszłości: polski rynek doujinów jest na razie mały i biedny, a zapał i upór, jaki prezentuje między innymi właśnie Vanitachi, może mu tylko wyjść na dobre.



Czytając Karo$hitsuji cały czas głowiłam się, do kogo właściwie skierowana jest ta manga. Wniosek końcowy, być może niezbyt przyjemny, był taki, że chyba do ludzi znających autorkę, jako że, jak już wspominałam, ja „przekazu” zawartego w komiksie nie zrozumiałam, chociaż z twórczością Yany Toboso jestem dość obeznana. Co do fanów Kuroshitsuji nie jestem już taka pewna, a cała reszta raczej powinna sobie darować. "


Pobrane z serwisu Tanuki.


Czasem recenzenci przesadzaja. I nie da się ukryć- grubo przesadzają i nie potrafią oddzielić prywatnych zwad od swojej opinii. Niektórzy NIE POWINNI pisać jeśli nie potrafią tego zrobić porządnie.

XP

03.01.2011 :: 15:48 Komentuj (1)

XMASS


You know I really hate this kind of thing. It’s totally not for me. And the xmass trees are making me want to burn them all down. This year I went to my family because I’m good father of ‘lil two year old Małgorzata. She didn’t see me for a very long time @_@


And you know what? It was the strangest xmass in my life. Nobody was fighting ! O_O and they don’t do some of conservative things anymore. For example I have cousin who’s 18 years old- Tommy. We talked a little and we went to his friend to do a tattoo on my shoulder. (if you want to know- it hurt, but I didn’t cry and suchXD). I’ve done a memento for my Older Brother. I’m really happy I have this. I was worried about the reactions of my family who’s really strict and conservative when it comes to me (the rest of kids don’t have this problem with them -.-‘) but when they saw it the said it cool and only asked if I’m feeling right (they thought that I can lost consciousness anytime- they always worry about it). Even my grandmother didn’t said anything bad. I talked with her and she said I should have a little fun and act my age. In her opinion mentally I’m about 45. I was so shocked I didn’t have any answer for this. She said that I should have a little fun and said Tommy to take me with him to huge club “Omen”. It’s club that people all over the country are dancing in…OMEN?! In XMASS?! I thought they were joking.


After I got a tattoo I made a ride to the other houses of my family. It happened that three families ended up in the same house. I was guarding two dogs and 6 kids in age 2-6 years old (all my cousins) @_@ I thought I’ll go crazy. They were jumping all over the room and screaming “Rafi Rafi”! and one of them Kamil(4 years old) was saying uncle to me T_T He didn’t want to listen I’m his cousin… After the kids gone to sleep, Tommy toke away from me my suit and gave me his clothes. He dragged me out of the house and toke to the OMEN club. I forgot how noisy this places are.  When I was a teenager I was sneaking in this kind of places very often and I was … it doesn’t matter XD Maybe next time I tell who I was… The girls was hooking me up like crazy so I was sticking to the Tommy’s girlfriend. After hour I was a kid again and together with Tommy  we danced at the platform. After 3 hours we quit this club and rode to another one. We rode 30 km! XD In there I’ve seen my cousin who is only 15. Completely drunk! I wanted to go to her but Tommy grabbed my hand and said “leave her, just have fun by yourself. You don’t have to be adult all the time! Just have fun!”… I wanted but when I saw her kissing with some guy I asked Tommy “is he her boyfriend?” Tommy looked at them and laughed “no, this guy? She probably just met him here… you know she’s dead drunk”. You see I love all my cousins and one of my cousin who’s only 18 years old have two kids already and didn’t even ended high school.  Tommy knew what I was thinking so we rode to the next club. And like that I spent all night.


NEW YEAR


I had angina and the house in which we supposed to celebrate new year didn’t work out. We knew it only the last day of the year. I was angry but there was nothing we could do. I, Nori, Hikaru and Alex had to spent all night outdoors XP In some aspects it was cold and boring but I spent this time with them so I was happy. I was scared that I get even sicker but I’m not XD


WORK


My contract is ending 10.01.11 r. so right know I’m on my rentals. After the 10th I’m gonna get another contract but not for the same position. Scanning arts won’t be that often as always.


University


Today and tomorrow I’m gonna give my reference papers to the Head of the Program. I’m scared it’s to late already…       

Failure

20.12.2010 :: 15:13 Komentuj (3)

Although lately I don’t have time for myself (that’s why I don’t do contest prizes T_T I’m really sorry for that) I watched two really great documentary movies at nights this week. One „Beats of Freedom” english movie about music- rock and punk and youth in PRL (People’s Republic Of Poland). The second one was „Colonel Jin Xing: A Unique Destiny”- about first transsexual Woman (big letter because she deserve every kind of respect) in People’s Republic of China. I tell you what I feel about this movies.


Beats of Freedom


I was amazed. One of the best documentary film I’ve ever watched. Maybe it’s because most of the band that was showed in this movie was my favorites when I was a kid. Yeah- I was punk- my ear had so many piercings that could fit in I wanted to have tattoos (still want) and piercing in my mouth, my hair was dyed red with black elements, my hairstyle was changing really fast colors were almost the same (for example I had irokes, later I was modeling my hair like Nobu from Nana). My clothes was like old punks with chains and all that stuff XD When I was young I found my mom’s cassettes. That’s when I fell in love with this music. When my mom was young she was listening to this kind of music, but when I started she got angry pretty fast XP maybe it’s because at that time I started to change. But not because of music. Sad thing she was thinking it was it’s fault… anyway Movie was really great. Great to the point after I watched it I started to search for the cassettes (I searched all night!) I didn’t want to talk. Right now I want to listen to TSA and all bands from my mom’s youth X3 partly mine too. I hope I won’t feel the urge to come back to my old punk style XD But I can say… I want freedom- maybe not that kind of freedom I had In Middle school, because it was too crazy and pitiful XP


 Jing Xing


You must see this film… this person is amazing.  I was going to write more, but some days passed and my life began to be very complicated again -.-‘


Artist block


 As you can see I have another one -.-‘ that’s the reason why I’m not adding much works and drawing contest prizes take so much time…


My house


I just cleaned it up O_O and you know what? I found my desk, bed and the floor XDDDDD only places and things that I always keep clean are my collections :D If I will bored I take some photos of it and show it to you :D you can say what kind of person I am when you look at this…


Work


At Friday my boss made a meeting for all workers. To wish then happy Christmas. Of course when she said about one minute of silent for those who died from workers and workers family everyone started to look at me.  Now I know why Mrs. E didn’t came…


After this meeting I wanted to escape to my place of work but Mrs. J and Mr. M stopped me and start to hug. I only thought about running away from that place. Damn them all.


My journalist work


I supposed to write new article till today. Of course I can't be lucky enough to receive answers from my callers... I must think what I will say my editors...


University…


…at Friday send me a letter: you are are deleted from the list of students. I can never have a happy and calm life… I must go to deanery and do something about it… I hope everything will be alright… but somehow I can’t imagine it… The saddest thing is that I'm f*****g failure and mu Older Brother would disappointed in me...

Everything is changing

10.12.2010 :: 11:16 Komentuj (3)


I hope for good :D I have very good mood for two days already! ;D It’s because a very good things happened :D But from the beginning :


Work at the office:


My contract is ending 10 January 2011. Everyone thought (me too in fact) that I should start to pack my things already. But I’m not going to do this :D I will have new contract! You don’t even have idea how happy I am… But from the start: We have new boss and new general office director. The case is I was always meeting that director in toilet (coeducational are great X3) and I was greeting her in normal way, like I’m meeting with everyone (with respect of course, because I’m the youngest worker in the office – we have 300 workers XP).  And two days ago I ran into new boss. I smiled at her, introduced myself and shook hands with her.  This little things gave them some thoughts and they looked into my papers.  And they even listened gossips about me. I’m lucky that everyone was talking how sweet, cute, nice and good and hard working I am XDDD So they said they want me to stay :D and in the same department I’m in now, but they don’t know if it will be the same position.


Work at as the Journalist (monthly paper)


Lately I was really busy because I must teach some kids from my university how to write articles… (O_O I’m third year already! XDD Now I’m sempaiXDD) it was pain in the ass >_< But I’ve done it. And I was writing my a hard topic article and the second article with my director. And my article was article of the cover! :D and you know what?! Editor said it was one of the best articles of the year! >3< I’m sooo great! (just kidding) but seriously… after hospital I didn’t write any articles… I was a little scared how it will come out… And in this paper we work for free but we have made all placements, and free books, games, music CDs, tickets for the cinemas,  operas, theatres, concerts and such.  But we never get paid… and you know what?! I will receive payment for this article! It’s only 200 PLN brutto but it’s the first time I ever get paid for my journalist work. I was so moved that when I was alone in the editorial I cried a little from happiness. I know guys don’t cry but think about it- It’s a big step for me to make my dreams come true, to satisfy my ambitions, to run from the present grey and sad reality. And another step to make my Older Brother proud of me.  


University:


I’m third year already and I will write bachelor this year (I don’t know if I translated it good-.-‘ ). I had a topic : Features investigative journalism exemplified by the case of kidnapping and murder of Christopher Olewnik.  My Promoter said it’s a good topic for me because of my personal experience and practically forced it to me… I didn’t protest much ‘cause I want to be a investigative journalist.


One day my Promoter seen badges at my bag.


-Manga?- he asked.


- Yes.- I replied with a smile.


- It’s about this Lolita girls… - he started and he talk about it. I was so angry. I told him about all kinds of mangas (about Yuri and Yaoi too XDD). And at the next seminary I showed him mangas: Heat, Morfina, Angel Sanctuary, Stallion, Romantic Illusions, Futari Echhi and anime: Howl’s moving castle, Ghost in the shell, Millennium Actress, Hotaru no Haka and Perfect Blue. He made a big eyes and started to apologize to me.


-   I’m really sorry… can I change the topic of your bachelor?


- O_O what?


- I want you to write about this phenomenal manga and anime world!


So he changed my topic and now I have pretty easy topic… easy if you compare it to the previous topic XD


 


And know in office work I’m sitting and thinking about a one shot manga I will probably start to draw…


Hi

08.12.2010 :: 13:56 Komentuj (0)

As you can see here you can read something about me :D


First of all I wanted to apologise for my weak english ^^' I'm from Poland and I learned english alone... without teachers...


Tomorrow I start writing for ya :D

Twórczyk + emoty

21.09.2010 :: 08:16 Komentuj (0)

Dawno nic nie pisałem, to dziś będą emoty. Zaniedbałem tego bloga ze względu na twórczość artystyczną. Ostatnio sporo rysuje i jeśli używam do czegoś kompa, to do upgradowania devianta.  Chyba nie jestem aż takim beztalenciem, jak myślałem, bo mam już sporo watcherów. Przez deva przestałem nawet pisac O_O, a to nie dobrze.


Co do życia otwieram następny rozdział i wszystko zaczynam od nowa. Moi przyjaciele okazali się kimś za kogo bałem się ich brać. Tylko brali, nic nie dawali. Naru doradzi, Naru załatwi mi sprawę, Naru pomoże, ale kiedy ja potrzebowałem zwykłej rozmowy, bądź po prostu chciałem, żeby ktoś ze mną posiedział… ech… szkoda gadać. Pewnie przetrzymałbym jeszcze trochę, gdyby nie moje urodziny, które spędziłem sam. Mimo zorganizowanej imprezy. Po prostu siedziałem sam, a oni przy kompie. Nikt nie chciał ze mną gadać, choć wiedzieli, że tego bardzo potrzebuje. Doskonale wiedzą, że czas moich urodzin jest dla mnie bardzo ciężki. Całokształt ich zachowania tamtego dnia sprawił, że coś we mnie pękło i zdecydowałem, że więcej nie dam się tak robić. Szkoda, że tak wyszło… ale cóż poradzić?


Zaczynam rok licencjacki, nie wiem, jak się z tym wszystkim wyrobię. Uczelnia, pisanie pracy i badania, praca i gazeta. Pewnie prawie nie będę widywać się z Hikaru i Asuką. Będzie cieżko. Muszę wziąć się w garść XP


Żeby nie być samotnikiem zamierzam odnowić stare znajomości internetowe… w końcu Internetowi wszystko robią sami…

Batalia wrześniowa zakończona sukcesem!

10.09.2010 :: 10:44 Komentuj (0)

Sesja i po sesji! Udało się w pierwszych podejściach. Na szczęście… może udałoby mi się w sesji pierwszej, gdybym nie był wtedy w szpitalu… a zresztą. Humor mam wyśmienity. W Biurze prawie pracy nie ma, więc siedzę na demotach, czytam wiadomości, najpewniej zaraz będę pisał swoje opko. W weekend najprawdopodobniej nic nie napiszę, bo z Hikaru robimy imprezę urodzinową. Oczko. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem i chcę wiedzieć, jak to będzie wyglądało. Urodziny mamy dwunastego, zastanawialiśmy się, czy nie zrobić tego jedenastego, ale skończyło by się na imprezie również nocnej. Dziękuję postoję. Robimy w niedzielę, a w poniedziałek praca. Mam wymówkę by wyjść i jechać do siebie.  Co oprócz tego? Hikaru namówił mnie na założenie devianta. Zmusza mnie też do rysowania. A muszę wam powiedzieć, że z tym jest ciężko. Po szpitalu, w którym byłem w maju, nie wszystko wróciło u mnie do normy. Najbardziej martwią mnie ręce. Trzęsą się, jak u alkoholika i ciężko mi z tym rysować. No, ale mam nadzieję, że znów się nauczę rysować.


To tyle tej krótkiej notki, bo nie mam o czym napisać.

Plagiat- złodziej marzeń

02.09.2010 :: 13:56 Komentuj (4)

W naszym życiu są rzeczy, które nas niezmiernie wkurzają i w pewnym stopniu upadlają. Staramy się o nich zapomnieć, ale  jak na złość, nie możemy.  Ja mam tak, gdy tylko przypomnę sobie jedną z moich mini powieści (pisanej z moją dziewczyną). Otóż zeszłej zimy razem z Hikaru i Asuką poszliśmy do empiku i jak to mam w zwyczaju zacząłem grzebać w książkach. Wziąłem do ręki knigę o ciekawym tytule, otworzyłem na byle jakiej stronie, przeczytałem i zacząłem się śmiać. Hikaru i Asuka zaciekawieni, spytali o co chodzi.  Pokazałem im dialogi i oni też wybuchli śmiechem. „Teksty jak z naszego L.L.M.!” stwierdziliśmy i zaczęliśmy przeglądać jeszcze. W końcu kupiliśmy to dzieło. Czytając tą książkę na początku śmiałem się, jak idiota. Charaktery postaci, wygląd i dialogi- wszystko jak z naszego opowiadania pt. „L.L.M.”. ze strony na stronę podobało mi się to co raz mniej, aż w końcu wzbudzało we mnie irytację i agresję. Doczytałem i poprosiłem Asukę, aby podrzuciła mi nasze zeszyty, w których to pisaliśmy. Zacząłem czytać  jeszcze raz, porównując z naszymi wypocinami. Myślałem , że wyjdę z siebie i stanę obok. Wszystko było skopiowane.  Autorka jedyne, co zmieniła to płeć jednej z postaci. Wygląd, charaktery i dialogi były po prostu zerżnięte! Chyba nie muszę mówić, jak mnie to zdenerwowało. Pewnie, można powiedzieć, że to przypadek. Jasne, ale nie tu. Niestety L.L.M. publikowaliśmy w Internecie i cieszyło się sporym zainteresowaniem.  Autorka była tak bezczelna, że skończyła pisać pierwszy tom, kończąc na tym momencie, na którym my skończyliśmy. Nie wysiliła się, by dopisać coś jeszcze. Książka została wydana rok po publikacji naszych prac w sieci. Nie ważne, że pisaliśmy to dla jaj, nie starając się przy tym za specjalnie. Trzeba być bezczelnym, aby ukraść czyjąś pracę. Wykasowałem wszystkie mini powieści i opowiadania z sieci. Nie dopuszczę więcej do takiej sytuacji. Wiecie co mnie najbardziej boli? Zawsze chciałem być pisarzem, ale stwierdziłem, że moje prace są tak niestandardowe, że aż niedopuszczalne i nikt mi tego nie wyda. A tu ktoś przywłaszczył sobie coś, przy czym w ogóle się nie starałem i wydał,  odebrał też moje marzenia i wiarę, w szczątkową chociaż, uczciwość ludzką. Co zabawne, a zarazem tragiczne: mojej kumpeli też się to przytrafiło. Wiem, bo czytałem jej pracę przed znalezieniem na półce. W jej przypadku jednak , ktoś dokończył książkę sam. Oczywiście, nie trafiając w zamierzenia prawdziwej autorki i przy tym zaprzeczając początkowej fabule… ale cóż… plagiaty nigdy nie będą dobre… chyba, że ktoś bez skrupułów skopiuje…


Plagiator  w moim mniemaniu jest synonimem złodzieja marzeń, zabawy, pracy oraz wiary w społeczeństwo ucywilizowane i uczciwe…