W naszym życiu są rzeczy, które nas niezmiernie wkurzają i w pewnym stopniu upadlają. Staramy się o nich zapomnieć, ale  jak na złość, nie możemy.  Ja mam tak, gdy tylko przypomnę sobie jedną z moich mini powieści (pisanej z moją dziewczyną). Otóż zeszłej zimy razem z Hikaru i Asuką poszliśmy do empiku i jak to mam w zwyczaju zacząłem grzebać w książkach. Wziąłem do ręki knigę o ciekawym tytule, otworzyłem na byle jakiej stronie, przeczytałem i zacząłem się śmiać. Hikaru i Asuka zaciekawieni, spytali o co chodzi.  Pokazałem im dialogi i oni też wybuchli śmiechem. „Teksty jak z naszego L.L.M.!” stwierdziliśmy i zaczęliśmy przeglądać jeszcze. W końcu kupiliśmy to dzieło. Czytając tą książkę na początku śmiałem się, jak idiota. Charaktery postaci, wygląd i dialogi- wszystko jak z naszego opowiadania pt. „L.L.M.”. ze strony na stronę podobało mi się to co raz mniej, aż w końcu wzbudzało we mnie irytację i agresję. Doczytałem i poprosiłem Asukę, aby podrzuciła mi nasze zeszyty, w których to pisaliśmy. Zacząłem czytać  jeszcze raz, porównując z naszymi wypocinami. Myślałem , że wyjdę z siebie i stanę obok. Wszystko było skopiowane.  Autorka jedyne, co zmieniła to płeć jednej z postaci. Wygląd, charaktery i dialogi były po prostu zerżnięte! Chyba nie muszę mówić, jak mnie to zdenerwowało. Pewnie, można powiedzieć, że to przypadek. Jasne, ale nie tu. Niestety L.L.M. publikowaliśmy w Internecie i cieszyło się sporym zainteresowaniem.  Autorka była tak bezczelna, że skończyła pisać pierwszy tom, kończąc na tym momencie, na którym my skończyliśmy. Nie wysiliła się, by dopisać coś jeszcze. Książka została wydana rok po publikacji naszych prac w sieci. Nie ważne, że pisaliśmy to dla jaj, nie starając się przy tym za specjalnie. Trzeba być bezczelnym, aby ukraść czyjąś pracę. Wykasowałem wszystkie mini powieści i opowiadania z sieci. Nie dopuszczę więcej do takiej sytuacji. Wiecie co mnie najbardziej boli? Zawsze chciałem być pisarzem, ale stwierdziłem, że moje prace są tak niestandardowe, że aż niedopuszczalne i nikt mi tego nie wyda. A tu ktoś przywłaszczył sobie coś, przy czym w ogóle się nie starałem i wydał,  odebrał też moje marzenia i wiarę, w szczątkową chociaż, uczciwość ludzką. Co zabawne, a zarazem tragiczne: mojej kumpeli też się to przytrafiło. Wiem, bo czytałem jej pracę przed znalezieniem na półce. W jej przypadku jednak , ktoś dokończył książkę sam. Oczywiście, nie trafiając w zamierzenia prawdziwej autorki i przy tym zaprzeczając początkowej fabule… ale cóż… plagiaty nigdy nie będą dobre… chyba, że ktoś bez skrupułów skopiuje…


Plagiator  w moim mniemaniu jest synonimem złodzieja marzeń, zabawy, pracy oraz wiary w społeczeństwo ucywilizowane i uczciwe…

Name:

Komentarze:

06.09.2010, 08:49 :: 195.94.207.78
Narumi
Klan Nieśmiertelnych, jeśli dobrze pamiętam... ale musiałbym dopytać mojej dziewczyny. Ona ma to u siebie.

03.09.2010, 12:56 :: 79.162.119.224
improwizacja-mniejsza
a można zapoznać tytuł? będę wiedziała, czego nie kupić.

03.09.2010, 11:32 :: 195.94.207.78
Narumi
Odpuściłem. A dlaczego? Nie stać by mnie było na pokrycie kosztów samego procesu. Chociaż szczerze przyznam, że długo się nad tym zastanawiałem. Nawet wypytywałem mojego profesorka od prawa o szczegóły... odradzał: "jeśli nie było to dzieło dla Pana ważne, to koszty procesu przerosną Pański zapał". Chyba coś w tym stylu mówił.
Na szczęście aż tak się to na mnie nie odbiło i dalej tworzę. Pozdrawiam.

02.09.2010, 14:13 :: 87.96.43.243
improwizacja-mniejsza
Właśnie dlatego nie wierzę w publikowanie takich rzeczy w internecie.

Poza tym przecież możecie iść z tym do sądu. O ile dobrze się orientuję, pod względem prawnym publikacja w wirtualu to to samo co w realu. Nie wiem nic o szczegółach, ale zapewne gra jest warta świeczki. Nie załamuj się.