Wchodzę do empiku i rozglądam się po książkach. Oczywiście zaczynam od moich ulubionych gatunków- horror, a następnie fantasy. Po chwili prycham nie zadowolony, wręcz odrzucony. Dlaczego? Widzę Zmierzchy i temu podobne. Jak można to COŚ przyrównać do horroru? Ale nie będę się kłócił. W końcu z sagi Zmierzch ledwo przebrnąłem przez pierwszą część (czytam jedną książkę dziennie- to czytałem 2 miesiące.), więc może później jest tam coś z horroru, a ja o tym nie wiem. Musiałem ją przeczytać, bo zanim to zrobiłem naśmiewałem się z serii i jej fanek, aż moja dziewczyna oburzyła się: „Nie przeczytałeś, a się mądrzysz i krytykujesz!”. Pomyślałem, że faktycznie mogę być tylko cholernym, niesprawiedliwym durniem i muszę dać Sadze szansę na obronę. Załamałem się. Jedyne, co mogę oddać Zmierzchowi to własny pomysł na wampiryzm. Moce i takie tam. Oczywiście oprócz akcji ze słońcem (Edward błyszczy się na nim, jakby wyszedł z imprezy w klubie gejowskim. Oczywiście, bez obrazy dla gejów) . Co mi się nie podoba w tej serii? Po pierwsze: styl. Autorka chciała coś popełnić, ale nie wiedziała, jak to zrobić. Nie potrafi mnie zaciekawić swoim stylem, on wręcz mnie odrzuca i sprawia, że usypiam nad książką. Mało tego czytając ją, czułem się zażenowany. „Człowieku, co ty do cholery czytasz? Już lepiej byś w nosie pogrzebał- to jest bardziej kreatywne od tego czegoś.”Pani ta również często powtarza nie potrzebne rzeczy. Ona przeciętna, on cudowny i boski, jak adonis. I tak przez całą książkę. Gdyby napisała o tym raz, czy dwa w zupełności by wystarczyło. Z tego co wiem S. King, jeden z najlepszych pisarzy na świecie, moim zdaniem, stwierdził, że Stephenie Meyer po prostu nie potrafi pisać. Ośmielę się z nim zgodzić. Po drugie: postacie. Drętwe, zresztą jak i ich dialogi. Zajebiście wyidealizowane i nie potrafię ich polubić w żaden sposób. A Jedyny Boski Edward jest już w ogóle rozwalający. Po trzecie: romansidło. Nie, nie romans. Romans jest wywarzony. Romansidło jest mdłe i żenujące. Tak jest właśnie tu. Nie, nie jestem przeciw miłości czy coś. Lubię książki, w których jest miłość i seks. Wbrew pozorom jestem bardzo czułym gościem. ALE! Romans może być naprawdę ciekawym dodatkiem. Po czwarte: Akcja. A właściwie jej brak. W książce prawie się nic nie dzieje. Z fabułą tu jest, jak hmmmm… siedzeniem na kiblu przez pięć godzin, a dopiero podczas szóstej się załatwiasz. Na samym końcu szybka akcja i po książce . Cóż… a po piąte: Sukces. Nie, nie chodzi o to, że zazdroszczę autorce, czy jestem wredny. Chodzi o to, że teraz wampir w książce jest tylko w jakimś romansidle! Gniotów, jak Saga Zmierzchu wypłynęło po jej sukcesie tyle, że płakać się chce. A co z Anne Rice, czy Stokerem? Gdzie są te prawdziwe wampiry? W dyskusjach na forach internetowych mówi się o nich, że są „nieciekawe”, „głupie” i „banadziejne”. „Nie podobają mi się”. Jak zobaczyłem tego typu wpisy to szczęka mi opadła i nie mogłem jej pozbierać. Niech ich cholera. Na szczęście przemysł filmowy jeszcze się broni przed wampirzymi romansidłami. Tyle ulgi. Cieszę się, że przynajmniej wilkołaki zostawiono w Polsce w spokoju… przynajmniej na razie. Szczerze przyznam, ze po Zmierzchu bałem się bumu nie tylko na wampiry, ale i na wilkołaki. W Ameryce dzieci robią z siebie wilki… brrr… przerażające… Muszę przyznać, że Stephenie Meyer rzeczywiście stworzyła fenomen. Wystarczy spojrzeć na to, co się obecnie dzieje. Jednak mam nadzieję, że wkrótce mania na wampirze romansidła typu Zmierzch się skończy i do łask wydawnictw wrócą stare, świetne wampiry. W końcu nadzieja umiera ostatnia...

Name:

Komentarze: